BIKEowa podróż z Sydney do Szczecina
Postaram się opowiedzieć jak to się stało, że wybrałam ten wykład w bibliotece 24 kwietnia, którego bohaterem był Pan Daniel Kocuj.
Tak sobie po prostu leżę czytam tytuł i nie wierzę że z Sydney do Szczecina można przejechać na rowerze.
Okazuje się, że marzenia i trochę szaleństwa można połączyć, załatwić roczną wizę do Australii, spakować wszystko oraz rower i polecieć. Szaleństwo nie było jednak takie, jakie zazwyczaj są szaleństwa, nieprzemyślane i na rympał. Tu była cierpliwa premedytacja, rower został zaprojektowany od zera i własnoręcznie złożony. To musi być rama ze specjalnej stali, obręcze, szprychy i opony. Tak Pan Daniel przekonywał swojego przyjaciela Zandera, który przeglądając oferty w Internecie twierdził, że jest tyle modeli i odmian rowerów, że każdy może sobie kupić co tylko chce. Kiedy Zander któregoś dnia odwiedził Daniela w mieszkaniu, okazało się, że przypominało bardziej warsztat rowerowy niż mieszkanie.
Zander uległ jednak przyjacielowi nie zmieniając zdania, że pewnie nieszkodliwie zwariował i polecieli do Australii. Kiedy już wysiedli na lotnisku, wszystko miało być proste. Są rowery więc nie ma problemu z następnymi biletami, ruszamy. W międzyczasie tuż po przetestowaniu roweru Daniel nadał swojemu pojazdowi imię „Hefajstos” po greckim bogu ognia.
W Australii śpimy w namiotach „sny kolorowe jak papugi” kangury przeskakujące obok nas i przyglądające się bardziej nam jak my im.
Aborygeni ludzie, którzy wierzą że ich potomkowie byli pół-ludźmi pół-zwierzętami lub roślinami, którzy w litej skale wyrzeźbili rzeki, góry i jaskinie. Dowiedziałem się od strażnika na co mamy uważać: węże, pająki i bogatych ludzi bo nie znoszą namiotów w zasięgu swoich oczu. Gladstone, w którym zatrzymaliśmy się to przemysłowe zaplecze, ale nie było wyboru potrzebne są pieniądze, takie przyziemne sprawy wśród ciekawych nieziemskich przygód wciąż istnieją i są niezbędne. Pracowaliśmy z Zanderem przy wykańczaniu domu i porządkowaniu działek.
Podczas jazdy przez sawannę, krajobraz stawał się coraz bardziej surowy, obsiadły nas muchy zniknęły drzewa, następnie krzewy i w końcu i trawa wsiąkła w czerwony piach. Po tych suchych doświadczeniach gorączkowo poszukiwaliśmy wody. Już wcześniej dowiedzieliśmy, że nie jedziemy zupełnie sami. Jest jeszcze samotny jeździec, przeczucie mówiło nam, że najpewniej spotkamy go przy wodzie. Tak też się stało, to był Nick. Jego znajomość to kopalnia wiedzy. Szybko nauczył nas jak pokonać głód, nauczył nas znajdować wodę. Znał ten szlak, nie pierwszy raz nim jechał, parę lat wcześniej okrążył Australię. To spotkanie to świetna lekcja przetrwania, ale jedziemy dalej, każdy w swoją stronę.
Oprócz niesamowitych widoków pofalowanego krajobrazu i trasy, którą często przeklinał nasz gość podróżnik Pan Daniel Kocuj w swej pierwszej odsłonie odwiedził oprócz Australii Indonezję, Malezję, Tajlandię, Miami i Indie.
Kiedy wróciłam do domu od razu pogłaskałam moje łózko, że nie muszę spać w korycie wyschniętej rzeki. Podobno w tym miejscu najłatwiej wymościć sobie w suchym piachu wygodne legowisko.
Daleko w głąb szafki schowałam ryż i fasolę oraz owsiankę, bo jak usłyszałam o częstotliwości spożywania tych specjałów to mnie zemdliło. Natychmiast też kupiłam świeży chleb bo ten upieczony w ognisku to zwykły gniot .
Dziękujemy bardzo za ciekawy wykład. Na wszelki wypadek rower w altance zastawiłam skrzynką i stolikiem bo przejechanie ponad 31000 km to rekord nie do osiągnięcia, no cóż nie każdy może, no ale żeby mnie przypadkiem nie kusiło bo chwile szaleństwa też mam np.: dziś nic nie robię i basta.
Polecam oczywiście przeczytanie książki Pana Daniela Kocuja „BIKEowa podróż”, bo można ją odbyć choćby w marzeniach.
Irena Kowal
Powrót do Wydarzenia 2026
W galerii wykorzystano zdjęcia slajdów z prezentacji Daniela Kocuj.