Franz Kafka w pułapce świata
„Ktoś musiał na mnie donieść, bo mimo że nic złego nie popełniłem, zostałem pewnego ranka po prostu aresztowany”. Tak zaczyna się najbardziej znana powieść Franza Kafki “Proces”. Przyzwyczajony do amerykańskiego kina sądowego czytelnik spodziewa się pełnej napięcia i dylematów moralnych rozprawy czy przewodu dochodzeniowego. Tymczasem dwaj strażnicy unikają jasnych wyjaśnień owej niezapowiedzianej wizyty. Zresztą, sądząc po neutralności emocjonalnej wypowiedzi Józefa K., donoszenie na niewinnych ludzi jest w tym powieściowym świecie normą. Poza tym o wiele bardziej interesuje go fakt, że pani Grubach, właścicielka pensjonatu, w którym mieszka, nie przyniosła mu śniadania, co psuje mu cały rozkład dnia…
Jeżeli ktoś chociaż raz nie odczuł lęku, samotności, beznadziei i nieustającego i nieuzasadnionego poczucia winy, nie zrozumie prozy Kafki. Albo wrzuci ją do jednego worka z malarstwem Salvadora Dalego lub innego surrealisty. Jedno jest pewne: twórczość Franza Kafki zapowiada, w którą stronę zmierza jego świat. Świat Wielkiej Wojny, totalitaryzmów brunatnego i czerwonego i zmian na politycznej mapie Europy. Dlatego nie będzie pięknych mów sądowych ani ułaskawienia. Ani dla Józefa K., ani dla nas.
Bo nasz XXI w., bezosobowy i zalgorytmizowany, wcale nie będzie lepszy. Franz Kafka nie tylko przewidział paradoksy naszego współczesnego życia, ale idealnie by się w nie wpisał: hipochondryk z depresją i nerwicą oraz myślami samobójczymi, dbający o kondycję fizyczną, dbający o zdrowie, pasjonat kina, który będzie się musiał zmierzyć z pochodzeniem, religią żydowską, kompleksami (czasem urojonymi), w tym fatalnym w skutkach kompleksem ojca, brakiem tożsamości etnicznej, kulturowej i prywatnej. I jakby tego było mało - z brakiem idiolektu twórczego. Wybór języka niemieckiego wynikał z odebranej edukacji i obecności języka niemieckiego w domu.
A miłość? Definiowana ilością listów wysłanych i odebranych, platoniczna wobec obiektów uczucia, fizyczna w domach uciech…? Żydowska dzielnica Pragi dodatkowo przytłacza tego nadwrażliwego pisarza: “żyją tu dziwni ludzie”, "niby widma, niby istoty nie z matki urodzone". Obcość miejsca, oczekiwania rodziny przytłaczają go.
Praca urzędnika, którą wykonuje znakomicie, przeszkadza mu znaleźć czas na tworzenie. Może niezupełnie “tworzenie”, bo wieczorną walkę z materią słowa będzie nazywał po prostu “das Schreiben”, czyli pisanie. W jednym z listów do Felicji napisze nawet: “Możliwe, że moje pisanie jest nic niewarte, ale wówczas z całą pewnością i bez wątpienia ja sam jestem zupełnie nic niewart”. Czyli - swoją wartość jako człowieka mierzy wartością tego, co i jak napisze. A pisanie nie przychodzi mu łatwo, podobnie jak kontrolowane przez ojca życie: pisanie to wg niego męka i “otchłań samotności: loch i więzienie, wieczna noc i diabelska służba”… Najlepszym miejscem do pisania byłaby, wg Kafki piwnica, z jedną tylko lampą i przyborami do pisania, “nikogo nie widzieć, nie słyszeć – i pisać”. Nawet przyjaciel Maks Brod go zawiódł: miał spalić wszystko, co nie było wydane a nie spalił. Taka dyspozycja zawsze budzi zdumienie. Może podobnie jak nasz Norwid, nie doczekawszy się uznania za życia, nie widział sensu w pozostawianiu po sobie czegokolwiek? Warto przypomnieć, że gdy po raz pierwszy Franz Kafka czytał wśród zaprzyjaźnionego grona swoje opowiadanie Przemiana, towarzyszył mu śmiech słuchaczy. Skoro więc nie rozumieli go współcześni, dlaczego miałyby rozumieć pokolenia następne? A może chciał chronić w ten sposób czytelników przed literaturą o wątpliwej wartości a swoją twórczość przed nieprzygotowanym do odbioru czytelnikiem?
Język niemiecki, w którym pisał, określił styl pisania Kafki: klarowny, chłodny, z dominującymi rzeczownikami, wyrazistą fabułą i okrutnym humorem. Z drugiej strony, jaką literaturę może tworzyć człowiek tak mocno wplątany w zależności rodzinne, miłosne i religijne i żyjący wbrew światu? Mroczną, niepokojącą, pełną postaci małych, nieistotnych. Takich, którym nieustannie towarzyszy wstyd, upokorzenie, samotność, bezradność, niepewność i strach. Jeden z francuskich krytyków trafnie nazwał powołany przez Kafkę świat - światem "mniejszym", światem ludzi zbytecznych i "nieznacznych". Franz Kafka pisze o takich jak on sam urzędnikach, lekarzach gminnych, geometrach, cyrkowcach, komiwojażerach, niegodnych zaufania adwokatach, starych kawalerach, odźwiernych, służących i - niekochanych ojcach lub zwyrodniałym komendancie kolonii karnej… O Gregorze Samsie, który zmienia się w karalucha, lub - jak w Sprawozdaniu dla akademii - o małpie, która stała się człowiekiem i wygłasza referat na temat procesu swojego uczłowieczania…
Już za życia Kafki upomni się o niego cenzura, a potem do tytułowych pułapek dołączy mocno skomercjalizowana kultura współczesna, dla której Kafka stanie się produktem.
Biedny Kafka! Napisał lekturę szkolną polskiej i niemieckiej młodzieży, doczekał się tłumaczeń na setki języków, zadomowił się w komiksach, kawiarniach, piosenkach, nadrukach na koszulkach i niezliczonych memach. Jest na Facebooku, Instagramie, Tik Toku. W komiksach, thrillerach i japońskich mangach. Powstało wiele filmów dokumentalnych o Kafce. Dużo wcześniej zagnieździła się w polskiej i obcej frazeologii tzw. sytuacja kafkowska, czyli sytuacja beznadziejna z powodu skostniałego urzędu, biurokracji czy narzuconych reguł. Oraz w ubiegłym roku pojawił się ważny film Agnieszki Holland.
Kawiarnia Kafka w serialu animowanym Simpsonowie, przemiany w karalucha na koszulkach, piosenki oparte na tekstach Kafki…
Sądząc po ilości nowych artykułów, książek, albumów i całej kafkowskiej symboliki w kulturze współczesnej moda na Kafkę tak szybko nie minie. Bo Kafka oswaja nasze strachy, kompleksy i labirynty. A nawet mocno przyziemne pytania o sens świata.
Janina Weretka-Piechowiak
Powrót do Wydarzenia 2026