Wyjazd na Podlasie południowe
Kiedyś już zwiedzaliśmy Podlasie, ale od strony północnej, w okolicach Białegostoku. Teraz odwiedziliśmy tereny leżące ok. 100 km na wschód od Warszawy, częściowo w województwie podlaskim, a częściowo - w lubelskim i mazowieckim
Dotarliśmy tam po ok. 8 godzinach (brutto) jazdy autokarem (ponad 500 km). Pierwszą miejscowością było miasteczko Liw, gdzie odwiedziliśmy niewielki (33 × 32 m) zamek, podniesiony po wojnie z ruin. Podchodząc, widzimy malowniczą bryłę (szczególnie basztę) z drewnianym, długim mostem. Budowla byłą położona na nadrzecznych mokradłach i takie dojście wzmagało jej walory obronne. Wchodzimy do piwnic, gdzie przedstawiono historię zamku (pochodzącego pierwotnie z XV w.) oraz jego użytkowników. Budowniczym był książę mazowiecki Janusz I, coraz częściej zwany Wielkim. Mamy tam genealogię książąt mazowieckich, makietę dawnego zamku, mapy i dokumenty. Książę nieustannie wędrował po swych włościach, co można zobaczyć na mapie jego podróży.
Kolejna część ekspozycji znajduje się na dwóch piętrach wieży. Jest tam kolekcja broni białej i strzeleckiej, przedstawiono też historię zamku w okresie hitlerowskim i jego ocalenie dzięki fortelowi. Z wieży widzimy też pobliską rzekę Liwiec.
Kolejna część wystaw to zbrojownia (w muzeum). Przedstawiono chronologicznie rozwój broni, od łuków i siekier, do broni palnej, w tym - jej kolejnych rodzajów, jak hakownice, muszkiety (ładowane od przodu) i sztucery (doszła gwintowana lufa). Potem coraz bardziej doskonalono broń palną, aż do prochu bezdymnego i — maszynowej.
Jest tam też część wielkiego obrazu Wojciecha Kossaka (malował go wraz z Fałatem), który autor sprzedawał w kawałkach. Przeszliśmy potem nad rzekę, stosunkowo szeroką, gdzie nawet spotkaliśmy plażowiczów. Koło zamku stoi też pomnik królowej Bony, która przez jakiś czas nim zarządzała.
Liw praktycznie łączy się z Węgrowem, gdzie podjechaliśmy.
W zakrystii Bazyliki Mniejszej wysłuchaliśmy legendy o Twardowskim i czarodziejskim lustrze, które tam, dość wysoko, wisiało. Potem przeszliśmy do kościoła. Wyróżnia się w nim malarstwo iluzjonistyczne. Wydaje się, że widzimy filary, podczas gdy jest to w rzeczywistości płaski obraz.
Stamtąd jedziemy do pobliskiego klasztoru pofranciszkańskiego (do 1864 r.) i przechodzimy do jego kościoła, dość skromnego, z początku XVIII w. Ołtarz główny i ołtarze boczne są obudowane drewnem. Postać Jezusa na krzyżu - naturalistyczna, ale nie drastyczna. Płytkie nawy boczne są połączone krużgankami. Sam kościół jest też nimi otoczony. Przechodzimy do podziemi, gdzie urządzono wystawy o historii Węgrowa, ze szczególnym wyróżnieniem wielokulturowości, w tym różnych religii (np. judaizmu).
Wychodzimy i jedziemy dalej, do pałacu w Partykozach, niewielkiej wiosce, ok. 20 km na wschód. Po dojściu pokazał nam się niewielki, biały pałacyk, z wieżyczkami, basztą i ostrołukowymi oknami. Jednak część okien była prostokątna. Zatem to nic innego jak neogotyk. Wybudowany został w połowie XIX w. dla generała Teodora Lubicz-Szydłowskiego.
Obecny właściciel, Maurycy Zając, opowiedział nam o losach budowli, która po śmierci generała przechodziła z rąk do rąk, ulegając zadłużeniu. Przetrwała II wojnę światową, lecz potem została złupiona przez tubylców, tak że zostały tylko gołe ściany. Aktualny właściciel przeprowadził w początkach obecnego wieku renowację, korzystając z własnych zbiorów oraz zlecając specjalistom wykonanie pozostałego wyposażenia. Nie tylko bryła, ale i wnętrza wyglądają obecnie imponująco i przyjemnie.
Po wejściu napotykamy łukową galerię, z dużymi, podwójnymi, ozdobnymi oknami. Przechodzi się nią w obie strony do kolejnych pomieszczeń, w których znajdują się meble, piece, kominki, żyrandole — wszystko odtworzone od podstaw.
Mamy też schody na piętro, gdzie został odtworzony gabinet, przypuszczalnie generała, z biurkiem i łóżkami. Zbudowano także od podstaw łazienkę.
Dzień kończymy zakwaterowaniem w hotelu w Siedlcach i obiadokolacją.
Powrót do Wydarzenia 2026