Jazzman, rajdowiec, piosenkarz, czyli Andrzej Dąbrowski
Andrzej Dąbrowski urodził się 13 kwietnia 1938 roku w Wilnie. Dziadek Józef był popularnym aktorem, Mama Andrzeja – Halina Motyczyńska od najmłodszych lat występowała na scenie, w późniejszym czasie była znaną i cenioną aktorką, zaś ojciec - Tadeusz zajmował się interesami, był zapalonym myśliwym, znakomitym pilotem, choć bez zawodowej licencji, a także świetnym gawędziarzem, miał swój program radiowy.
Po wybuchu wojny, w Wilnie najpierw pojawili się Niemcy, potem Sowieci, rozpoczęły się wtedy wywózki Polaków na Sybir, czego rodzina Dąbrowskich uniknęła cudem, bo zostali w porę ostrzeżeni przez sąsiada Litwina o tym, że są na liście. Udali się do Szczawnicy, a w 1946 roku wyjechali do Krakowa. W ramach rekompensaty za mienie pozostawione w Wilnie, Dąbrowscy otrzymali dom na przedmieściach Krynicy, jednak z lokatorami, więc spędzali tam tylko wakacje.
Andrzej próbował trenować boks, bez powodzenia, ojciec wprowadził go też do środowiska myśliwych. Jeśli chodzi o edukację muzyczną, to Dąbrowski najpierw uczył się grać na fortepianie, potem na trąbce i akordeonie, by na koniec poświęcić się perkusji. Jego profesor podkreślał, że ma on świetne poczucie rytmu. Ukończył krakowskie Liceum Muzyczne, potem kontynuował naukę na Wydziale Instrumentalnym Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w klasie perkusji. W ramach egzaminu dyplomowego miał za zadanie wykonać partię werbla w „Bolero” Ravela, najtrudniejszy był początek tej partii, kiedy trzeba było grać bardzo cicho, jednocześnie utrzymując rytm. W trakcie nauki Andrzej czasami psocił, w liceum zamknął nauczycieli w pokoju nauczycielskim na klucz, zaś na studiach, popisując się jazdą na rowerze po schodach, przypadkowo wjechał do gabinetu rektora, który nie był tym zachwycony.
Jednak to nie muzyka klasyczna miała stać się żywiołem Dąbrowskiego, już w liceum i później na studiach, wraz z wieloma kolegami, stał się wielbicielem jazzu. To właśnie jazz miał być dla niego najważniejszy. Najpierw jako perkusista, potem też wokalista. Grał i przyjaźnił się z całą ówczesną elitą polskiego jazzu – Andrzejem Kurylewiczem, Janem „Ptaszynem” Wróblewskim, Wojciechem Karolakiem, Tomaszem Stańką, Zbigniewem Namysłowskim, Michałem Urbaniakiem, Krzysztofem Sadowskim i jeszcze wielu innymi, bo wówczas polski jazz był prawdziwą potęgą. Towarzyszył też w sekcji rytmicznej wielkim gwiazdom światowego jazzu - Stanowi Getzowi, Artowi Farmerowi, Bradowi Terriemu, Donowi Ellisowi. Na kupionej w 1966 roku, za ciężko zarobione pieniądze, ulubionej perkusji firmy Gretsch grywał na festiwalach, w klubach, na statkach wycieczkowych, jak tylko gdzieś w pobliżu szykowało się jakieś granie, to Andrzej był chętny.
Uczestniczył w nagraniu kilkudziesięciu albumów jako perkusista i czasem wokalista. W 2013 roku zmuszony był, ze względów zdrowotnych, sprzedać instrument – ale dostał się on w dobre ręce znanego perkusisty - Adama Czerwińskiego.
Usilnie namawiany przez Andrzeja Jaroszewskiego, rozpoczął karierę piosenkarza podczas festiwalu w Opolu '70 piosenką „Zielono mi” i mimo ogromnej tremy, z powodu śpiewania po polsku, zdobył główną nagrodę. Potem już na dobre zagościł na estradzie jako piosenkarz, wylansował wiele przebojów skomponowanych przez kolegów jazzmanów i siebie. „Przygoda z Marią”, „A ty się bracie nie denerwuj”, „Bywaj nam Mary Ann”, „Byle jak”, no i największy hit ponadczasowy „Do zakochania jeden krok”. W jego dyskografii znajduje się kilka albumów i wiele płyt kompilacyjnych z przebojami. Wygrywał festiwale w Opolu i Sopocie, zdobywał Złote Płyty i Fryderyka, wielokrotnie uznawany za najlepszego perkusistę przez jazzowe periodyki.
Ale jazz i piosenki to nie jedyne jego pasje. Bowiem od dziecka fascynowały go motocykle i samochody, ulubionym zapachem dla małego Andrzejka były spaliny z rur wydechowych, a dźwiękiem - ryk silników. To w przyszłości zaowocowało jego rajdową karierą oraz pracą reportera, współpracującego z wieloma gazetami i magazynami jazzowymi i motoryzacyjnymi. Wielokrotnie wygrywał Rajd Dziennikarzy, był też w czołówce Rajdu Polski oraz wielu innych imprez rajdowych. Na okładce jednej ze swoich płyt stoi obok Fiata 125p w kombinezonie rajdowym. Odnosił też sukcesy jako fotografik, prowadził też audycje radiowe np. „Trzy kwadranse jazzu”.
Posiada wiele ważnych medali i orderów np.: Srebrny Krzyż Zasługi /2002 rok/, Brązowy i Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Sławomir Rodak
Powrót do Wydarzenia 2026