Blue Flower

 Wrocław - Wystawa "Van Gogh Multi-Sensory"

  17 maja znów ruszyliśmy do Wrocławia – tym razem w okolice Hali Stulecia, by zobaczyć słynną w świecie wystawę „Van Gogh Multi-Sensory”. Obejrzeliśmy już wiele wystaw prezentujących różne dzieła sztuki, ale takiego pokazu obrazów Vincenta van Gogha się nikt się nie spodziewał. Powieszone na ścianach w pierwszej części wystawy konwencjonalne reprodukcje dzieł holenderskiego malarza, opatrzone ciekawymi opisami, wcale nie zapowiadały tego, co zobaczyliśmy potem (choć podczas oglądania tych reprodukcji słyszeliśmy muzykę i od czasu do czasu słowa lektora).

  Za czarną kotarą czekał na nas zaczarowany świat obrazów van Gogha, które ożywały, pojawiały się, przenikały i znikały, ustępując miejsca kolejnym dziełom, otaczającym widzów, siedzących wewnątrz wielkiej sali. Kiedy znaleźliśmy się w tym świecie, mogliśmy podziwiać zmieniające się obrazy, słuchając muzyki, której towarzyszył głos aktora czytającego fragmenty listów malarza, skierowanych do jego brata Teo. Zanurzyliśmy się w tych dźwiękach, a także w kolorach zmieniających się obrazów – w żółci, czerwieni, zieleni, granacie, błękicie i czerni… Szeroko otwartymi oczyma śledziliśmy spadające gwiazdy i wirujące kwiaty, zmieniające się krajobrazy i postacie – były one przed nami, za nami, obok nas i pod naszymi stopami.

  Żal było opuszczać oszałamiający świat tej wystawy, ale czekał na nas Ogród Japoński. Wszystkim przydało się to wytchnienie wśród zieleni drzew i zapachu kwitnących azalii. Powoli spacerowaliśmy żwirowymi i kamiennymi ścieżkami ogrodu. Stojąc na drewnianym mostku, przyglądaliśmy się rybom pływającym w ogrodowym stawie. Fotografowaliśmy w ogrodzie wszystko, co zwróciło naszą uwagę – nic dziwnego, że i czaplę, która przyleciała na malowniczą wysepkę na stawie. W drodze do autobusu obejrzeliśmy fontanny na stawie przy Hali Stulecia tańczące w rytm różnych melodii – i to była ostatnia atrakcja tej nader udanej wycieczki do Wrocławia.

JS

 

Powrót do Wydarzenia 2022

W galerii wykorzystano zdjęcia Władysława Woźniaka.